sobota, 31 grudnia 2011

Sylwester

Jak ten czas szybko leci dopiero był święta a już dziś Sylwester. Jak dobrze wszyscy wiemy nie wszystko w życiu układa się tak jak sobie człowiek zaplanuje, ale trzeba być dobrej myśli i patrzeć w przyszłość z optymizmem dla wszystkich odwiedzających spełnienia poniższych życzeń..
W Nowym Roku życzę wam i sobie
12 miesięcy zdrowia,
53 tygodni szczęścia,
8760 godzin wytrwałości,
525600 minut pogody ducha,
31536000 sekund miłości.

środa, 28 grudnia 2011

...

Po południu przestało padać i udało mi się Patryka namówić żebyśmy poszli zobaczyć świąteczną choinkę ustawioną u nas w parku. Dziwne jest to że z niewiadomych powodów ozdoby choinkowe w tym roku umieszczono na wysokości około dwóch metrów. Może chodziło o to żeby ktoś dla głupich żartów nie zniszczył ozdób, ale w ten sposób skutecznie oszpecono drzewko zamiast ozdobić.

....

Przerwa świąteczna to bardzo dobry pomysł, żeby dzieciaki miały trochę luzu ale ta pogoda na dworze jest dobijająca.Przed wyjściem na spacer nawet pies się buntuje i tylko po domu się pląta pod nogami. A dzieciak tylko komputer a jak go na chwilę przegoniłam żeby sprawdzić co w świecie słychać to od razu poszedł i włączył sobie telewizor. Kiedy próbuję go namówić żeby coś poćwiczył albo może poczytał to mi mówi że nie bo ma wolne. A swoją drogą kiedy wieczorem kładzie się spać to bierze książkę i każdorazowo powtarza się sytuacja że teraz będzie czytał i żeby mu światła nie gasić. Nie pozostaje nic innego tylko marzyć o ochłodzeniu i odrobinie śniegu żeby wyjść na jakie sanki, tylko że z prognoz to na razie tylko sfera marzeń.

piątek, 23 grudnia 2011

Choinka

Przygotowania do świąt prawie skończone, a według Patryka najważniejsze że choinka ubrana. Muszę przyznać że przy pomocy moich mężczyzn bo ja jakoś nie przepadam za tą czynnością. Zawsze jednak rozbieranie choinki jest moim zadaniem żeby wszystko pochować tak aby na kolejne święta nie trzeba było niczego szukać. A i do rozbierania jest mniej bo my uwielbiamy na choince wieszać słodycze i wcale nam nie przeszkadza że po przejściu przez dom młodszych gości zostają same druciki z mocowania czekoladek. Na zakończenie chcę wszystkim odwiedzającym Patryka i mnie na naszym blogu na nadchodzące  święta życzyć dużo zdrowia radości i optymizmu a pod choinką wiele trafionych prezentów.

czwartek, 22 grudnia 2011

Wrzucić na luz

Byłam ciekawa jak długo Patryk wytrzyma z wyjmowaniem jednej czekoladki na dzień z kalendarza adwentowego. Rozbroił go wczoraj wieczorem, a dzisiaj już padło pytanie kiedy wigilia.Ciekawe czy myślał że jak zużyje kalendarz to święta będą szybciej....                                                                                     Po raz pierwszy od lat zdecydowałam się na oderwanie od myślenia o porządkach, ubieraniu choinki, zakupów i wybrałam się ze znajomymi do kina na Listy do M. I był to strzał w dziesiątkę dawno się tak nie uśmiałam a i spojrzenie na wigilię z przymrużeniem oka też jest cenne.

wtorek, 20 grudnia 2011

Zainteresowany

Pojechałam po południu na zakupy z Patrykiem. Chwilę nam to zajęło bo wiadomo jaki ruch w sklepach przed świętami. Przychodzę do auta a  za wycieraczką znajduję wciśniętą kartkę a mój synek jak zwykł robić w takich sytuacjach schował ją do kieszeni.W domu wyciągnął kartkę z kieszeni i zaczął czytać na głos i normalnie mnie zatkało. Wiem że jeżdżę starym punciakiem ale odpukać jest niezawodny i mało pali, a szczytem bezczelności wydaje mi się wtykanie kartek o treści"Jestem zainteresowany kupnem tego auta ,jeśli myślą państwo o sprzedaży proszę o telefon nr....."Kurcza jakby mnie było stać na nowe auto to bym sobie wymieniła, a nie czekała na takie propozycje drogę do auto złomu każdy znajdzie.

Wigilia w szkole

Zbliżają się święta więc jak co roku w szkole organizowane jest spotkanie wigilijne poprzedzone występami naszych dzieci. Każdorazowo jest dużo gości zaproszonych i naprawdę dopiero wtedy widać ile pracy wkładają nauczyciele w to żeby przygotować nasze dzieci do występu przed publicznością.Oczywiście wszystko odbyło się bez problemów, a po przedstawieniu mieliśmy okazję spotkać się w specjalnie na tą uroczystość udekorowanej klasie. Można było pogadać z rodzicami innych dzieci co teraz nieczęsto się zdarza odkąd dzieciaki jeżdżą busem do szkoły. Przy okazji dowiedziałam się, że przedstawienie w którym Patryk bierze udział zostało zgłoszone do ogólnopolskiego konkursu. Nic tylko czekać na wyniki.

niedziela, 18 grudnia 2011

Czy wypada

Byliśmy dzisiaj na urodzinach u mojej młodszej bratówki .Gości było sporo bo była to impreza organizowana w nowym domu. Jak już zbieraliśmy się do wyjścia to mój synek wyskoczył z hasłem że zabiera dużą colę na mikołaja. Próbowałam mu to wy perswadować a on uparcie twierdził, że musi wziąść bo wujek nie był z prezentem.Trochę zdziwiła mnie ta sytuacja gdyż nigdy nie miał w zwyczaju upominać się o podarunki od nikogo a tu taki numer.Przed wyjściem jeszcze pytał czy przyjadą na wigilię,a my już wiedzieliśmy że w tym czasie wyjeżdżają do drugich rodziców. No to żeby czasem nie zapomnieli to Patryk jeszcze upomniał się o podarunek świąteczny który mają mu przywieźć jak wrócą. Im Patryk jest starszy to częściej stawia mnie w tak niezręcznych sytuacjach i jaką znaleźć metodę żeby temu zapobiec,a może z tego wyrośnie.

środa, 14 grudnia 2011

Limity

Mój małżonek robił już trzy podejścia do lekarza po insulinę. Jak zwykle pod koniec roku piętrzą się problemy z dostaniem się do diabetologa. W związku z tym że w zeszłym tygodniu musiał zrezygnować z kolejki bo szedł do pracy ,mówi mi żebym wyjęła mu kartotekę a on po prosto po pracy pójdzie do lekarza.No to wybrałam się do ośrodka półtorej godziny przed rozpoczęciem pracy lekarza,przede mną była tylko jedna pani to cierpliwie czekam. Do czasu po godzinie zaczynam się wkurzać i w końcu udało się mi dowiedzieć, że dziś pielęgniarka będzie po trzynastej bo pani doktor też się spóźni.Tylko czemu do diaska nikt o tym nie informuje pacjentów? No cóż i tak musiałam poczekać. W końcu przyszła pielęgniarka i zaczęła rejestrację.Weszłam do gabinetu mówię, że chcę wyjąć kartotekę męża , a ona mi na to że nie wyjmie bo pani doktor przyjmuje już tylko jako lekarz rodzinny bo się limity na diabetologię skończyły. W końcu udało mi się jej przypomnieć, że wzeszłym tygodniu mąż był za rejestrowany tylko musiał zrezygnować bo szedł do pracy, dostała olśnienia że tak było ale to  pani doktor musi podjąć decyzję czy go przyjmie, a mnie przecież o to chodziło. Swoją drogą jak zobaczyłam ilość wyjętych kartotek to myślałam, że w kolejce posiedzi do wieczora. Jakie było moje zdziwienie kiedy zdzwoniłam do niego i okazało się że jest już po badaniu zajęło mu to piętnaście minut. A ja zmarnowałam ponad dwie godziny i zaliczyłam skok ciśnienia z nerwów i ochotę na jakiekolwiek badania kontrolne. Właśnie zadzwonili czy zechciałabym skorzystać z bezpłatnego badania na osteoporozę ale nie powiedzieli ile czasu miałbym poświęcić, doszłam do wniosku może następnym razem

sobota, 10 grudnia 2011

Tolerancja?

Będąc dzisiaj na zakupach stałam w kolejce za ciemnoskórym mężczyzną, co w naszym niewielkim miasteczku jest nieczęstym zjawiskiem. Prawdą jest że kolor jego skóry przy bladych twarzach miejscowych powodował chęć spojrzenia jeszcze raz. W pewnym momencie a w pobliżu pojawiła się młoda kobieta z rozwydrzonym malcem ,który zaczął wypowiadać dość złośliwe komentarze na temat koloru tego pana. A mamusia zamiast wytłumaczyć dzieciakowi, że to jest zupełnie normalne iż ludzie mają różną karnację tylko uśmiechała się i jeszcze nakłaniała dzieciaka żeby tacie powiedział to samo co jej.Mam tylko nadzieję że takie dziwne komentarze nie dotarły do uszu obmawianego bo nie reagował na nie. Czasem mnie zastanawia dlaczego już tak małe dzieciaki potrafią być krytycznie nastawione na wszelką odmienność i co za ludzie z nich wyrosną.

środa, 7 grudnia 2011

Psi fryzjer

Jakiś czas temu  nas w miasteczku otwarto salon fryzjerski dla psów.Do tej pory zawoziłam psiaka do strzyżenia i zostawiałam go , a po czterdziestu minutach był do odbioru.Fryzjer zdecydowanie za pierwszym razem powiedział, że pies nie może widzieć właściciela przy strzyżeniu bo nie da sobie nic zrobić. No to ustaliwszy, że cena za obcięcie jest taka sama, a fryzjer bliżej postanowiłam obciąć go u nas. Trochę byłam zaskoczona, że mam zostać bo myślałam ,że w międzyczasie zrobię zakupy ale wolałam zostać i popatrzeć jak wygląda praca nad moim psiakiem. Naprawdę trzeba mieć cierpliwość żeby się tym zajmować,przecież psiak zupełnie nie wiedział co od niego chcą i dlaczego ma stać bez ruchu na dodatek prawie godzinę to trwało.Ale teraz nie straszne nam pluchy bo taką psią fryzurę łatwo utrzymać w czystości,a przy tym moim zdaniem wygląda fajnie. Tylko Patryk jak go zobaczył to tylko zapytał czemu mu to zrobiłam i że chyba mu trzeba ubranko kupić żeby nie zmarzł.

wtorek, 6 grudnia 2011

Mikołaj


A po południu Patryk ucharakteryzował się na  Mikołaja,żeby wręczyć paczkę bratankowi. Tak oryginalnego wąsa wyskubał ku mojemu przerażeniu z ocieplenia w kurtce no ale efekt moim zdaniem super. No cóż czasem trzeba coś poświęcić. A  potem pomoc przy składaniu torów co wcale nie jest takie proste jak piszą w instrukcji.

Pomocnik Mikołaja

jasełka obsada  Dzisiaj Patryk brał czynny udział w Jasełkach zorganizowanych przez Stowarzyszenie PINIO http://pinio.org.pl/jako Elf czyli pomocnik Mikołaja. Całe przedstawienie odbywało się w przyjemnej atmosferze i naprawdę podobało się zaproszonym gościom czemu dawali wyraz gromkimi oklaskami. Na zakończenie imprezy wkroczył Mikołaj i zaczął obdarowywać dzieci które brały udział w pisaniu listów do Mikołaja.Każde dostawało odpowiedź na swój list i prezent.Patrząc na mojego Patryka widziałam jak coraz bardziej ponura mina gości na jego buzi bo on żadnego listu nie chciał napisać. Zaczynałam się zastanawiać czy za chwilę nie skończy się to wybuchem niezadowolenia. Ale na szczęście każde dziecko występujące w przedstawieniu dostało symboliczną paczkę od Mikołaja, a wtedy był prawdziwy wybuch radości. Aż wierzyć się nie chce ,że cała impreza została przygotowana w ciągu tylko dwóch tygodni bo udała się wspaniale.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Zimowa tęcza

Wracaliśmy ze szkoły i zaczęło bardzo padać.Raczej nic dziwnego późną jesienią tym bardziej że deszczu nie było już od dłuższego czasu.A kiedy zbliżaliśmy się do domu oczom ukazał się dość niezwykły widok o tej porze roku. Tęcza w całej okazałości od ziemi do ziemi, pełen łuk .Naprawdę zjawisko urocze no a Patryk nie byłby sobą gdyby nie wysnuł swojej teorii. Tym razem wy wnioskował że jakby wdrapać się na górę tęczy to fajnie byłoby zjechać z niej jak ze zjeżdżalni. No ale tej teorii długo nie można rozważać bo niestety tęcza jak się szybko pokazała tak też szybko zaczęła zanikać.A Patryka pomysły tak szybko znikają jak tęcza na niebie.

piątek, 2 grudnia 2011

Adwenturka

Jak co roku zgodnie z tradycją kupuję Patrykowi kalendarz adwentowy, żeby mógł po swojemu odmierzać czas do świąt. Jakoś inna forma mu nie pasuje a tutaj prosto codziennie czekoladka i wiadomo, że święta coraz bliżej. Ciekawa jestem jak długo będzie się starał i brał po jednej czekoladce dziennie. W zeszłym roku przyspieszył święta czekoladkami koło dwudziestego, ale teraz powiedział mi że wie trzeba tylko jedną na dzień zobaczymy.

sobota, 26 listopada 2011

Porządek ?


Jak się doprowadziło trochę mieszkanie do porządku, to znaczy wyszczotkowane z chodników duże ilości zbędnego owłosienia, zastanawia mnie skąd na tak niedużym psie tyle futra spada i jeszcze dużo zostaje. Widać najwyższy czas odwiedzić fryzjera. Oj nie lubi tego nasz psiak ,ale wystarczy spojrzeć na jego aktualną fryzurę żeby od razu umówić wizytę. Dobrze że ostatnio nie pada bo po spacerach  musiłby długo schnąć.

czwartek, 24 listopada 2011

Firanka


Żartujemy sobie nieraz z sąsiadką że rano jak mam wolne to pijemy rytualną kawę, a dopiero potem można się brać do jakiś prac domowych. Na dzisiaj zaplanowałam umycie okien na górze bo  w czwartki nie muszę spieszyć się po Patryka ze szkoły.A w rozmowie dowiedzałam się, że córka sąsiadki pojechała na targ zobaczyć czy są jeszcze takie firanki jaką kupiła w zeszłym tygodniu. No to nie namyślałam się tylko zadzwoniłam i mówię jej żeby kupiła taką z lamówką w oliwkowym kolorze Patrykowi do pokoju. Jak przywiozła to od razu umyłam okna i zawiesiłam w oknie i nie mogłam się oprzeć zrobiłam fotki. Nie wiem tylko jak Patryk zareaguje bo to jakaś zmiana, a on nie lubi jak coś jest inaczej niż było. No cóż będzie miał niespodziankę i myślę, że spodoba mu się tak jak mnie.

niedziela, 20 listopada 2011

Sałatka

Czy często wam się zdarza, że ugotujecie czegoś za dużo? Mnie raczej nie, ale dzisiaj Patryk stwierdził, że nie będzie jadł brokułów bo nie lubi. Trochę dziwne bo zawsze mu smakowały, ale wiem że jak się uprze to nic nie pomoże. W związku z tym zdołałam go namówić na jedną różyczkę brokuła, a po obiedzie zostało go dość trochę, a wyżucić żal. No ale po co ma człek wyobraźnię? Trzy jajka na twardo, dwa pomidory, ząbek czosnku starty na tarce, dwie łyżki majonezu nisko tłuszczowego sól i pieprz świeżo mielony do smaku wymieszać i można się zajadać - mąż był zachwycony, a mnie żal, że zdjęcia nie zrobiłam bo koloryt tej sałatki też bajeczny. Naprawdę godne polecenia.

sobota, 19 listopada 2011

Faktycznie jeździ konno




No to wstępną naukę jeżdżenia na koniach mamy ukończoną.Wczoraj byliśmy na podsumowaniu tego szkolnego projektu i naprawdę dumą napawa to co nasze dzieciaki osiągnęły.Jakoś wcześniej Patryk dość lakonicznie opowiadał co się działo na zajęciach najczęściej słyszałam, że było nudno a czasem że fajnie. W związku z tym nie spodziewałam się zbytnich efektów. A tu naprawdę okazało się, że dzieciaki umieją utrzymać się prosto w siodle a nawet w czasie jazdy wykonywać proste ćwiczenia Patryk uświadomił mnie też na swój sposób, że jak się chce jeździć to trzeba konie wyczyścić i wysprzątać im boksy-szkoda, że nie da się tego przełożyć na sprzątanie w pokoju to ponoć zupełnie co innego. Ale najlepszy numer to taki, że Patryk udowodnił że nawet jadąc na koniu można się zdrzemnąć czyli nic nie jest niemożliwe.

wtorek, 15 listopada 2011

Mleko

Jak w większości szkół tak i u Patryka dzieciaki dostają mleko. I niestety mój syn mało kiedy pije je w szkole częściej zabiera je ze sobą do domu. Dziś niestety też postanowił przynieść kartonik z mlekiem i niestety nie pomyślał o tym i nikt mu nie przypomniał, że jak daje się mleko do plecaka to nie można się opierać o plecak bo kartonik pęknie. I stało się oczywiście zeszyty zalane a plecak do prania. Trochę się zezłościłam i mówię, że tyle razy powtarzam to mógłby zapamiętać, a on z niewinną minką odpowiada mamo to się wysuszy. No niby tak bo wszystko można wyprać i wysuszyć, ale trudno się pogodzić z tym, że on nigdy nie zwraca uwagi na takie rzeczy i nic nie daje upominanie po fakcie bo i tak następnym razem zrobi to samo.

środa, 9 listopada 2011

....

Jest kilka dni w miesiącu takich, że muszę Patryka brać ze sobą rano do pracy i bus zabiera go wtedy ode mnie co na szczęście nie jest często i niezbyt długo musi ze mną siedzieć. Ale oznacza to, że wychodzimy z domu wcześniej niż zwykle. Wczoraj rano też go zabrałam i po drodze mój dzieciak zachwycił się wschodzącym słońcem, którego kolor był prawie pomarańczowy. Przyglądał się i w końcu pyta a czy mógłby ktoś ukraść słońce. Nie bardzo zrozumiałam o co mu chodzi a on dalej swoje czy można ukraść słońce no to mu odpowiadam,że nie da się tego zrobić .- Ale księżyc to  dałoby się ukraść. Ja mu na to,że też się nie da, a on że przecież jest książka i film o Dwóch takich co ukradli księżyc i on to widział. I na koniec mi mówi, że było dwóch a teraz jest jeden no to już się domyśliłam, że pewnie coś szukał w internecie i znalazł "ciekawostki".Swoją drogą ciężko mu było wytłumaczyć, że kraść niczego nie wolno jak się coś chce to trzeba przeważnie kupić, a nie zabrać. A wszystkiego mieć się nie da i to słońce to niech lepiej świeci jak najpiękniej i dla wszystkich, a ten pomarańczowy kolor dość szybko się rozjaśnił i znormalniał.

niedziela, 6 listopada 2011

....

Przyszłam wieczorem z pracy trochę później niż zwykle a mój małżonek zaskoczył mnie bo wyszedł na wieczorny spacer z psiakiem, co raczej mu się nie zdarza i zawsze kiedy wchodzę do domu to odkładam torebkę i ja wychodzę gdyż moje psiątko ma manię skakania do skutku aż się z nim nie wyjdzie.A w domu dziwna cisza ale do czasu jak Patryk usłyszał, że przyszłam to zszedł na dół i z wielkimi pretensjami zaczął mi wyrzucać co ja narobiłam? Nie wiedziałam o co mu chodzi i próbując trochę go uspokoić doszłam do wniosku, że coś na komputerze. No i wydało się . Patryk ma manię zapisywania w ulubionych wszystkiego co ogląda, z jednej strony to dobrze bo mam trochę kontroli nad tym co robi, ale z drugiej strony co chwilę muszę usuwać masę zbędnych rzeczy z komputera. Do tej pory kiedy pytał mnie o to gdzie ma to co zapisał to mówiłam, że komputer sam usuwa czego jest za dużo, a ostatnim razem zapomniałam opróżnić kosz i Patryk jak włączył komputer to zobaczył, że wszystko jest tylko przeniesione. Wygląda na to, że muszę ostrożniej usuwać zbędne rzeczy bo niestety jemu nie da się wytłumaczyć żeby wszystkiego nie zapisywał boi się ,że już tej strony na której właśnie jest już nie znajdzie. A  tej którą da do ulubionych i tak nigdy nie otwiera. Małe sprawy a tak irytujące.

czwartek, 3 listopada 2011

Sokowir�wka

Patryk był dzisiaj ze świetlicy w Teatrze Rozrywki  w Chorzowie a potem jak zwykle w MacDonaldzie.Z teatru przywi�zł wrażenia i z opowiadania wy wnioskowałam, że przedstawienie mu się spodobało.A z restauracji jak zwykle zabrał na wynos jabłko i wracając strasznie nudził żeby zrobić mu sok. Tłumaczenia że z jednego jabłka jest mało soku zbył tym, że w domu są inne owoce i na pewno da się zrobić sok. No to po południu wyjęłam dość dawno nie używaną sokowir�wkę i zabrałam się do robienia soku, wydawało mi się jakby trochę dziwny zapach wydobywał się ze sprzętu ale pomyślałam,że może dlatego że był dość długo nie używany zresztą szybko ten dziwny zapach się ulotnił.Sok przez rodzinkę wypity sokowir�wka rozłożona na części i umyta czekała na wyschnięcie,jakoś nie przywiązałam uwagi do tego, że wtyczka była w gniazdku trochę sprzątałam w kuchni, a tu jak coś nagle huknęło to aż się przestraszyłam w kuchni wybiło napięcie i dopiero zaczęło strasznie śmierdzieć spalenizną.No i mamy po sokach domowo wyciskanych a swoją drogą nigdy bym nie przypuszczała, że urządzenie kt�re jest tylko podłączone wtyczką może się spalić.

środa, 2 listopada 2011

Znicze

Tak się jakoś składa, że od kilku lat w dzień Wszystkich Świętych mam dniówkę. Jeszcze w zeszłym roku Patryk szedł zapalić znicze razem z tatą  w dzień, a w tym roku stwierdziliśmy, że jest już na tyle duży że możemy jechać na cmentarz wieczorem jak wrócę z pracy.Pamiętam z przed kilkunastu lat jakie wrażenie wywierała na mnie łuna unosząca się wieczorem nad cmentarzem i ten zapach palących się woskowych zniczy,miałam nadzieję, że równierz Patryka urzeknie ten widok. Tak jak zamierzałam zabraliśmy znicze i pojechaliśmy. Faktem jest, że mimo późnej pory na cmentarzu od zapalonych zniczy było bardzo jasno i bez problemów znaleźliśmy nagrobki na których żadko bywamy, wszędzie paliły się przeróżne znicze niektóre przypominają kształtem flakony co nie umknęło uwadze Patryka, a te dziwaczne elektryczne światełka mnie też nie przypadły do gustu. No cóż pokazałam mu cmentarz wieczorem, ale niestety tego zapachu i uroku łuny nad cmentarzem nie doświadczył niestety wygląda na to, że to tylko wspomnienia dla trochę starszego pokolenia, a szkoda...

środa, 26 października 2011

....

Już od dłuższego czasu mieliśmy spokój z problemem podmoczonych ubrań i wydawało mi się, że tak już zostanie. A dziś niestety po przyjeździe Patryka z wyprawy do teatru problem wrócił. Zmieniło się tylko jego nastawienie do sprawy ,wcześniej udawał, że nic się nie stało, a dziś od razu mówi, że musimy jechać szybko do domu bo jest problem. Domyśliłam się o co chodzi, ale najpierw chciałam  podjechać do sklepu żeby dwa razy nie jeździć. Na to moje dziecko wspaniałomyślnie, że on poczeka w samochodzie aż ja zrobię zakupy. To też świadczy o tym, że zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak jak powinno bo kiedyś nie przeszkodziłoby mu to żeby chcieć iść ze mną. Przypuszczam, że gdybym pojechała z nimi to udałoby mi się przypomnieć mu w odpowiedniej chwili o tym żeby skorzystał z toalety, ale on kiedy go zapytać czy idzie się załatwić to zawsze odpowiada,że teraz mu się nie chce. Tylko dzisiaj było niemożliwe jechać z nimi bo wyjeżdżali kiedy byłam w pracy, a opiekunowie nie pytają kilka razy bo nigdzie by nie pojechali.  Niestety w takich chwilach ogarnia mnie złość, że nad tak prozaiczną sprawą jak popuszczanie w czasie dłuższej jazdy samochodem nie można zapanować.

wtorek, 25 października 2011

Konie

W październiku dzieciaki w ramach zajęć szkolnych chodzą do stadniny i uczą się jeździć na koniach. Zajęcia mają dwa razy w tygodniu i pod koniec listopada rodzice mają zobaczyć jak sobie dzieciaki radzą. Na początku Patryk nawet nie chciał rozmawiać na ten temat i myślałam,że przy jego uporze najbardziej zdecydowany trener nic nie osiągnie. Ale wczoraj po szkole niespodzianka moje dziecko z radością zaczęło opowiadać, że było fajnie i że prawie umie jeździć i że koniki lubią marchewkę to musi im zabrać i dać na zajęciach to będą go bardziej lubić. Wieczorem przygotował w kuchni marchew  do szkoły, a rano jak zwykle przekomarzanie się i w biegu jedzenie śniadania, ja o tej marchewce całkiem zapomniałam.  Patryk stał już na dworze z zapiętym psem na smyczy kiedy  przypomniał sobie o marchewce dla koni,szybko wpadł do kuchni spakował marchew. Za to po drodze przypomniał sobie o złotówce na picie o którą zawsze rano się upomina. Niestety kiedy idziemy na przystanek oprócz psa kluczy i telefonu nic ze sobą nie zabieram i moje dziecko o tym wie, ale zawsze kiedy nie miał tej nieszczęsnej złotówki bardzo się złościł, a dziś powiedział tylko że dobrze że marchewki dla konia  nie zapomniał.

sobota, 22 października 2011

Wspomnienia








Jak sobie popatrzymy teraz w te zimne chmurne dni na takie zdjęcia to się od razu cieplej robi.A Pamukkale to chyba najpiękniejszy widok dla oczu jaki do tej pory widzieliśmy. Warto było jechać autokarem sześć godzin w jedną stronę żeby zobaczyć taki cud natury.

czwartek, 20 października 2011

I powrót

No to pierwszą podróż samolotem Patryk ma już za sobą. I wcale nie było tak strasznie jak się obawiałam. Już na lotnisku spotkaliśmy kilka osób z którymi byliśmy już kiedyś na różnych wyjazdówkach i w związku z tym moje dziecko każdego musiało czule powitać a co za tym idzie każdy utwierdzał Patryka w przekonaniu, że podróż samolotem będzie naprawdę super.Po dość długiej odprawie wsiedliśmy do samolotu i okazało się, że leci z nami polska obsługa co w przypadku mojego Patryka było bardzo na plusie bo on zawsze musi wszystko wiedzieć, a tak nie musiałam mu niczego tłumaczyć bo wszystko rozumiał. I tylko podczas startu miał nietęgą minę ale szybko mu przeszło i cały lot odbył się bez komplikacji. A kiedy byliśmy już w Antayli i Patryk poczuł lato dookoła to już była pełnia szczęścia i niestety tydzień zleciał tak szybko, że aż żal było wracać. Zatem mój Patryk może wojażować wszystkimi środkami komunikacji a jedynie ja musiałam odchorować szybkie zmiany temperatur na szczęście dochodzę do siebie i jak znajdę chwilę to spróbuję wstawić jakieś ciepłe widoki  z wojaży.

piątek, 7 października 2011

Czas szybko płynie

Kiedy na początku roku zapisywałam się na wyjazd do Turcji nie przypuszczałam, że tak szybko upłynie czas i już się trzeba pakować.Zabawne jest, że Patryk od początku wiedział że polecimy samolotem ale kiedy termin wylotu się zbliżył to stwierdził, że on nie poleci bo się boi latania. Na razie nie biorę tego zbyt poważnie bo on często co innego mówi, a potem zachowuje się zupełnie inaczej. Ale jak sobie przypominam to w zeszłym roku na prom wchodziliśmy na końcu bo bał się, że przez wejście może się woda nalać. Czasem te jego obawy są zabawne szczególnie kiedy  wszyscy próbują go przekonać, że wszystko będzie dobrze a potem on wspaniałomyślnie zgadza się zrobić co trzeba i jak bohater po podróży wysiada zadowolony. Tylko nie wiem czy jak zacznie panikować na lotnisku to inni podróżni zrozumieją, że on tak ma i nie będą wydziwiać, że po co go zabieram. A niestety z taką postawą dość często się spotykamy, a powiedzenie "po co takiego dzieciaka brać ze sobą" nadal słyszy się za często.

czwartek, 6 października 2011

Badania

Dzisiaj przed szkołą pojechaliśmy zrobić badania kontrolne. Po przebudzeniu Patryk nie miał ochoty na żadne badanie bo bez śniadania on nigdzie nie pójdzie. Jak to dzieciak potrafi nabrać nawyków, które potem utrudniają życie. Na szczęście dał się przekonać, że im szybciej załatwimy pobranie to szybciej dostanie coś do zjedzenia. Wszystko było dobrze dopóki nie zobaczył, że ludzie z pobrania wychodzą z wacikami w zgiętych rękach i zaczęło się odpytywanie czy jemu czasem krwi nie chcą pobrać. Najwidoczniej nawet po kilku latach przykro wspomina serie badań wykonywanych na klinice.W końcu doszedł do wniosku, że wejdzie na badanie ale beze mnie. Dla spokoju zgodziłam się z nim tym bardziej, że pacjenci na korytarzu podtrzymywali go w przekonaniu, że jest już duży to sobie poradzi. Ale kiedy zawołali na pobranie to Patryk złapał mnie za rękę i jak zwykle było chodź ze mną. Na szczęście trafiliśmy na sprytną pielęgniarkę i mimo to, że jak zwykle był problem ze znalezieniem żyły do pobrania to wystarczyło jedne ukłucie, a po wszystkim kiedy Patryk usłyszał pochwałę ,że jest bardzo dzielny to z dumą wyszedł na korytarz i oznajmił, że nic nie bolało. Potem jeszcze mieliśmy do zrobienia EKG i jak zobaczyłam ten antyczny sprzęt to wcale mnie nie dziwiło, że jakieś maziaje wychodziły w wydruku. Na szczęście jet inny aparat w zabiegowym u kardiologa gdzie zostaliśmy wysłani. Przechodząc koło kilku gabinetów zwróciłam uwagę, że zostały powymieniane klamki na takie które otworzyć można tylko od środka pomieszczenia lub kluczem. Ponieważ przed gabinetem nikogo nie było zapukałam i czekam. Po kilku minutach na korytarzu zrobiła się kolejka a pukanie nic nie dało. W końcu kiedy drzwi się otwarły przeprowadzono badanie które trwało może dwie minuty. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te klamki wymieniono tylko po to żeby pacjentom pokazać gdzie ich miejsce tzn cierpliwie bez przeszkadzania na korytarzu

niedziela, 2 października 2011

Po sezonie

Od rana nie zanosiło się na to żeby miało się rozpogodzić,ale koło południa wyszło słonko i byłoby szkoda nie wykorzystać takiej aury. mówię Patrykowi, że jak zje obiad to wybierzemy się na rowery. Nie był zbyt zachwycony bo znalazł jakąś nową strzelankę i on "musi" zagrać a ja mu każę gasić komputer. No to jak zwykle musiałam go przekupić i obiecać, że pojedziemy na lody i że to ostatni raz przed zimą bo już napewno nie będzie tak ładnej pogody.A po przyjeździe stwierdził, że on odstawia rower na zimę do starego domu i to koniec jeżdżenia.Niestety chyba ma rację bo ileż czasu może być tak pięknie przecież u nas na jesień z reguły to plucha i zimno a nie tak jak dziś.Czyli koniec sezonu rowerowego niestety....

piątek, 30 września 2011

Obiad

W czwartki ustalone zostało, ponieważ odwóz dzieciaków ze szkoły jest dopiero po piętnastej to od razu po szkole pojadą na świetlicę.Wytłumaczyłam Patrykowi, że ten jeden dzień będzie jadł obiad na stołówce w szkole i wydawałoby się, że wszystko jest tak jak trzeba gdyby nie to,że został zburzony rytuał powrotu do domu.Wczoraj jak go odbierałam po zajęciach to słyszałam coś o braku obiadu w szkole, ale po wyjaśnieniach okazuje się, że Patrykowi tak smakowało, że poprosił o dokładkę a że jeszcze mu było mało to wszystkim powiedział że nie jadł obiadu i w związku z tym on nie chce chodzić od razu na świetlicę tylko najpierw do domu zjeść i dopiero na zajęcia. Myślę,że jakiś czas potrwa zanim się przyzwyczai do nowego planu zajęć i pobytu jeden cały dzień poza domem. Czuję się trochę nie fer ale to super sprawa cały dzień mieć wolne. Tylko, że ja w przeciwieństwie do Patryka do dobrego szybko się przyzwyczajam.

sobota, 24 września 2011

Powrót

Wszystko co fajne szybko się kończy niestety i wycieczka też. Tak jak się spodziewałam Wisła i okolice o każdej porze roku są zachwycające. Te niesamowite widoki gór dookoła, kręte drogi wszystkie pod górkę albo z górki. Aż dziw bierze, że osoby niepełno sprawne tak ochoczo przemierzały tą dość trudną trasę wycieczkową. Żadnego marudzenia, narzekania tylko radość i uśmiechy. Naprawdę to zdrowi powinni brać z nich przykład i uczyć się cieszyć z takich małych przyjemności. Ale wracając do domu to normalny szok,nie wiem jak facet będąc cztery dni sam w domu potrafi narobić takiego bałaganu, że trzeba dwa dni sprzątać.A jakby tego było mało to naszemu kudłatemu psiakowi, który na co dzień przesiaduje na sofie, pozwolił przesiadywać w budzie na podwórku razem z psem który pilnuje podwórza.Nigdy bym nie przypuszczała, że pies może nabrać na siebie tyle brudu, woda z kąpania była koloru jego sierści czyli całkiem czarna. Jak mi się uda to spróbuję wstawić kilka fotek z wycieczki, ale to jutro .

niedziela, 18 września 2011

awaria

Od jakiegoś czasu coraz częściej zdarzają się u nas usterki na łączach internetowych.Robi się to coraz bardziej denerwujące bo kiedy mam wolną chwilę i chciałabym coś napisać to są problemy.Mógłby ktoś powiedzieć, że zawsze można zmienić operatora ,ale okazuje się, że są takie miejsca  gdzie nic innego nie zadziała.Jak dla mnie to jest problem tylko denerwujący, ale mój dzieciak od razu dostaje białej gorączki bo jak nie ma internetu to nie ma co robić i wszystkie próby dogadania się kończy hasłem 'nudzić się mam?'Dobrze, że zaczęły się zajęcia w szkole i na świetlicy terapeutycznej bo ma jakieś obowiązki i trochę mniej się  nudzi a i ja mam teraz trochę spokoju w domu. A w związku z tym, że świetlica dobrze działa to dzieciaki mają wyjazd na cztery dni do Wisły żeby trochę odpocząć i coś ciekawego zobaczyć.Jak na razie to obawiam się posyłać Patryka samego na takie wyjazdy i nie ukrywam, że z miłą chęcią jadę razem z nimi. Był tylko odwieczny problem jak dostać wolne w pracy, ale pozamieniałam trochę w grafiku i wygospodarowałam trochę wolnego które niestety po powrocie muszę odpracować.Ale myślę, że warto.

wtorek, 13 września 2011

Elegancja

Nie wiem czy inne dzieciaki też, ale mój Patryk kiedy ma wolne od zajęć to z najmilszą chęcią przez cały dzień chodziłby ubrany w same bokserki. I na nic się zda mówienie, że jest zimno czy też, że ktoś go zobaczy  on poprostu nie lubi się ubierać. Ale ostatnio mnie zaskoczył kiedy powiedziałam, że przyjadą goście posiedzieć na kawę stwierdził sam od siebie, że idzie się ubrać.Chciałam mu trochę podpowiedzieć co ma ubrać bo znam jego pomysły, ale stwierdził"poradzę sobie".Po dłuższej chwili Patryk przyszedł na dół w ciemnych spodniach i białej koszuli zupełnie jak na akademię do szkoły i nawet guziki miał poprawnie zapięte co mu się bardzo żadko udaje zrobić. Pytam dlaczego tak się ubrał to mi odpowiedział, że jak mają być goście to on musi być elegancki. W całej tej elegancji miał postawiony kołnierzyk w koszuli i chciałam mu go poprawić, żeby wyglądał jak trzeba a moje dziecko nie zgodziło się na to, gdyż jak to ujął chce wyglądać jak Elwis. Nie wiem skąd takie skojarzenie wydawało mi się, że filmów z Elwisem to on raczej nie zna, a on mi na to że widział na YouTube i tak ma być.Ostatnim czasem coraz częściej zaskakuje mnie mój dzieciak swoim zachowaniem.

wtorek, 6 września 2011

nie jadę

Wczoraj po szkole Patryk mówi, że mają wyjazd do Dinozatorlandu ze szkoły. Prawie każde dziecko się cieszy kiedy zamiast zajęć jest jakaś atrakcja, a mój syn od razu ,że nie pojedzie bo już tam był.Co mu się natłumaczyłam, że napewno będzie fajnie i porówna sobie czy się coś nie zmieniło u dinozaurów.W końcu trafił do niego argument, że będzie mógł pokazać dzieciakom jak uniknąć oblania wodą przez niektóre stwory. Najwidoczniej przez noc przespał się z tematem bo rano spakował wszystko do plecaka razem z aparatem fotograficznym i oznajmił mi, że zrobi zdjęcia i mi pokaże jak było.Poczekam i zobaczę napewno wróci z wrażeniami i uradowany z wycieczki.Oj  żeby tylko nie próbował ruszać szkieletu dinozaura bo poprzednim razem niewiele brakowało do katastrofy....

czwartek, 1 września 2011

Do szkoły

Wakacje skończyły się jak zwykle za szybko jak to mówią dzieciaki, ale patrząc na to ze strony rodzica będzie trochę spokoju w domu kiedy dzieciak w szkole. Jak to zwykle bywa już od dziś mój Patryk nie chciał rano wstać i to jest conajmniej zastanawiające bo całe wakacje przebudzał się wczesnym rankiem. Niestety jak się okazało bus Patryka zabierał będzie o siódmej rano,toteż nie ma żartów trochę ze złością ale po dwudziestej pierwszej udało mi się zagonić mojego uczniaka do łóżka. Zobaczymy rano jak pójdzie wstawanie.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Wrażenia z wycieczki

No to się trochę wyluzowaliśmy na wycieczce.Pogodę mieliśmy tak piękną,że aż żal,że nie było możliwości kąpieli nad wodą ale cóż jak zorganizowany wypad to i jakiś harmonogram obowiązuje.Pierwszy raz mieliśmy okazję skorzystać z rejsu kanałem na trasie Elbląg-Ostróda i nigdy bym nie przypuszczała,że taki rejs może trwać jedenaście godzin.Piękne widoki totalny relaks ale dla mieszczucha przyzwyczajonego do ciągłego ruchu taka ilość beztroskiego czasu w ciszy to stanowczo zbyt wiele.Mieliśmy trochę ubawu z Patryka który w ciągu całego rejsu,aż trzykrotną drzemkę zaliczył i każdorazowo pytał czy daleko jeszcze?Naprawdę godne polecenia z tym,że nie dla każdego i tak jak stwierdził przewodnik musieliśmy dobrze zasłużyć,że tak pogoda dopisała.swoją drogą nie wyobrażam sobie tej atrakcji w dzień deszczowy.A zamek w Malborku jest naprawdę piękny,kiedy ogląda się go co kilkanaście lat to tak jakby za każdym razem widzieć inny obiekt.Tym razem zobaczyliśmy odrestaurowane piwnice,które niedawno zostały udostępnione zwiedzającym i robią wrażenie i budzą podziw dla budowniczych z tamtych czasów.

wtorek, 23 sierpnia 2011

W końcu...

No nareszcie trochę poluzowało w pracy i mam kilka dni urlopu.Zaplanowałam kilkudniowy wypad w stronę Mazur i zobaczymy jak nam się uda taka wycieczka.Mamy też  zobaczyć zamek w Malborku,ostatnio byłam tam z Patrykiem jak miał cztery latka to napewno nic nie pamięta,a że zawsze lubi zwiedzać to powinno mu się spodobać.Idziemy się pakować i rankiem w drogę!

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Basen...

Jak przez dłuższy czas nie było odpowiedniej pogody to wymyłam i schowałan basen z ogródka.A tu nagle taka zmiana pogody tyle, że w nocy jest już zimno to woda w basenie i tak by się nie nagrzała.No to chcący żeby Patryk trochę się popluskał wybraliśmy się wczoraj na basen miejski,ja osobiście nie przepadam za takimi obiektami wolę kryte baseny,ale dzieciaki miały raj,tylko szkoda,że dość szybko się schłodziło i trzeba było wyjść z wody.Ogólnie to ten obiekt się całkiem dobrze prezentuje, jest ratownik toteż jest bezpiecznie i tylko ta duża ilość chętnych do pluskania mnie trochę odstrasza.

środa, 17 sierpnia 2011

Komarzyce

Raptem mamy trzy dni ładnej pogody i zaczyna się szaleństwo z komarami.Z racji tego,że mieszkamy pod samym lasem cały czas jesteśmy narażeni na zmasowane ataki tych bestii,które za nic mają wszelkiego typu spraye,spirale czy też inne środki pod nazwą "antykomarową".Jakby tego było mało to od rana atakują paskudne końskie muchy,a że w pobliżu nie ma żadnego konia to uwzięły się na gatunek ludzki.Niestety mój syn jak większość teraz dzieciaków jest uczulony na komary i po ugryzieniu wygląda potwornie.No to jak chcemy pojeździć trochę na rowerze to musimy jechać w samo południe kiedy większość latających stworów siedzi gdzieś ukryta,a wiadomo,że w południe jest najgoręcej toteż nasze wycieczki są bardzo krótko dystansowe i kończą się w sklepie z lodami.Co się trochę kalorii spali to od razu uzupełnione.

sobota, 13 sierpnia 2011

Telefony

Musiałam wczoraj odstawić auto na drobną reperację i jak zwykle wzięłam Patryka ze sobą.Po drodze przeglądał coś na moim telefoniei odłożył go na półkę.Umówiłam się z mechanikiem że wieczorem zadzwonię i dowiem się na kiedy będzie auto gotowe.Zostawiłam auto i pojechaliśmy z sąsiadką z powrotem do domu,po drodze wstąpiliśmy na lody bo bez tego ani rusz.A w domu małżonek mnie pyta czemu nie odbieram telefonu bo rodzice chcieli ze mną rozmawiać trochę mnie to zdziwiło bo nie słyszałam żeby komórka dzwoniła,zaczęłam szukać telefonu i dopiero mnie oświeciło,że Patryk się nim bawił no to musiał zostać w samochodzie.Żeby było ciekawiej to nigdzie nie mam zapisanych numerów telefonów i jak tu zadzwonić do mechanika.Próbowałam dzwonić na mój numer ale nikt nie odbierał.Na szczęście w męża komórce jest zapisany nr do kolegi który też zna tego mechanika.I udało się w końcu dodzwonić a autko miało już wieczorem być gotowe,tylko ja nie miałam jak podjechać to się ugadałam,że po naprawie rano mechanik przyjedzie a ja go potem odwiozę.Kiedy przyjechał to się go pytam czemu nie odebrał jak dzwonił mój telefon,a on na to że chyba by musiał zatrudnić sekretarkę bo ten telofon co chwilę dzwonił.Jak to jest że jak telefon gdzieś zostawisz to non stop dzwoni -było dziewiętnaście nieodebranych.Zupełnie jakby telefon pilnował właściciela.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Samodzielność

Wczoraj nie miałam co zrobić z moim synem więc poprosiłam sąsiadkę żeby do niego zaglądała.Patrykowi powiedziałam,że jak wstanie to ja będę już w pracy i żeby zadzwonił do mnie jak tylko będzie coś chciał.I wszystko byłoby fajnie gdyby nie pomysł smażenia chleba na śniadanie,który skończył się na szczęście lekkim oparzeniem palca.Przez cały dzień nie przyznawał się żeby coś sobie zrobił,posiedział u sąsiadki i dopiero wieczorem gdy przyszłam z pracy i  spytałam dlaczego ma zaklejony plastrem palec wydało się jaki miał pomysł.Oczywiście znowu zrobiłam mu wykład na temat niebezpiecznego gotowania i znowu przyrzekał,że już nie będzie.Pewno do następnego pomysłu.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Dlaczego?

Właśnie przeczytałam opublikowany  artykuł o babci która zabiła dwójkę niepełnosprawnych wnuków.Koszmarna zbrodnia która poraża społeczeństwo,ale czy ktokolwiek ma prawo ją osądzać ?Tego nie wiem i nie próbuję usprawiedliwiać jej czynu .Tylko myślę,że nikt kto nie ma pod opieką niepełnosprawnego dziecka i nie ma pojęcia jak wygląda życie w takiej rodzinie na co dzień nie powinien z takim moralizatorskim zawzięciem wypowiadać się w komentarzach.Niestety narodziny niepełnosprawnego dziecka są ciosem dla całej rodziny.Codzienna walka z przeciwnościamy i chociaż my rodzice staramy się o lepsze jutro dla naszych dzieci,często musimy liczyć na pomoc choćby w popilnowaniu dzieciaka kiedy trzeba iść do pracy,do lekarza czy choćby na zakupy .I wtedy najbardziej kochające dzieci osoby są wystawione na próbę pogodzenia miłości do dziecka i natrętnej myśli"dlaczego taka mała istota tak musi cierpieć".Niestety często osoby słabsze psychicznie jedyne wyzwolenie widzą w śmierci bo naprawdę najtrudniej patrzeć na cierpienie najbliższych.I czy mamy prawo do osądu?

czwartek, 4 sierpnia 2011

Pamięć Pani

Mój syn ma niesamowitą pamięć do osób z którymi ma do czynienia i z regóły on też jest zapamiętywany.Będąc na deptaku zauważył swoją panią ze szkoły integracyjnej która była nauczycielką w jego klasie przez trzy lata.Kiedy on kogoś widzi to natychmiast się wita i pyta co słychać-taki ma zwyczaj.Niestety dało się zauważyć,że jego pani nie skojarzyła go jako swojego ucznia,co mój syn skomentował,że chyba pani nie bardzo go pamięta.A mnie utwierdziło to w przekonaniu,że ostatnie lata w klasie integracyjnej były zmarnowane skoro nauczyciel ogólny nawet nie pamięta uczniów"specjalnych" bo ich lekcje odbywały się zupełnie osobno.Szczególny sposób na integrację jak najmniej wspólnych spotkań w ramach nauki.

środa, 3 sierpnia 2011

Galeria handlowa

Miałam do załatwienia sprawę w Krakowie to pomyślałam,że zabiorę ze sobą mojego synka i jak już wszystko pozałatwiam to trochę pospacerujemy i jak zwykle wpadniemy do MacDonalda.Sprawy poszły w miarę szybko i jako ,że byliśmy w okolicy to poszliśmy pooglądać stare nagrobki na Cmentarzu Rakowickim.Moje dziecko i mnie także zdziwiło,że tak dużo pięknych nagrobków jest zniszczonych i na wielu z nich były poukładane symbole jeszcze wielkanocne,a prawie wcale nie było widać zapalonych zniczy.Zupełnie jakby nikt tego miejsca nie odwiedzał.A naprawdę jest to piękna nekropolia tylko zaniedbana.Później jeszcze spacer po zabytkowych uliczkach i wyczekiwane pójscie do galerii handlowej.Jak już mój dzieciak zaspokoił swój apetyt to poszliśmy pochodzić po sklepach.Niestety mój syn jak prawie każdy facet szybko się znudził i do następnego sklepu nie chciał wejść powiedział,że posiedzi na ławce.Jakie było moje zaskoczenie kiedy wyszłam ze sklepu a po dzieciaku ani śladu,posprawdzałam okoliczne sklepy ,ale nigdzie go nie widać zresztą w takim tłumie ludzi naprawdę trudno kogoś znaleźć.Widząc ochraniarza pytam czy nie widział mojego dzieciaka i jak stwierdził,że nie to poradził mi żeby udać się do informacji bo tam mogą pomóc.Pierwsze pytanie jakie zadała mi miła pani w informacji to ile dziecko ma lat? Jak odpowiedziałam,że szesnaście to się tak dziwnie na mnie spojrzała,że szybko musiałam dodać że jest niepełnosprawny,następne pytanie czy zareaguje na wywołanie przez megafony.Co prawda nie wiedziałam jak zareaguje mój syn ale to była jedyna możliwość.Po komunikacie zdenerwowana rozglądam się czy nie nadchodzi i na szczęście zobaczyłam go jak kierował się tam gdzie kazała pani przez głośniki.A na pytanie dlaczego poszedł z ławki przed sklepem  odpowiedział mi,że on tylko poszedł do EMPIKU.A co ja się strachu najadłam to moje.

niedziela, 31 lipca 2011

Półetek wakacji

No tak jak mam wolną niedzielę to od rana pada i jest zimno.Choćby nie wiem jak się starać to i tak ''nie ma co robić ''stwierdza mój dzieciak i jak mu tu racji nie przyznać.Weszłam zobaczyć nad czym tak po cichu siedzi moje dziecko w pokoju-swoją drogą kazałam mu zejść z komputera bo od rana tylko by grał w głupawe strzelanki.I czemu tak cicho?poprostu zasnął nad książką którą przeglądał.Środek lata a wygląda jak jesień,aż żal tak marnowanego czasu tylko telewizor i komputer mają wzięcie.

czwartek, 28 lipca 2011

...

Czy pogoda nie płata nam figli wczoraj ulewa a dziś kiedy cały dzień jestem w pracy to pięknie świeci słonko.Nie było innego wyjścia zadzwoniłam do domu i mówię mojemu dzieciakowi,że po pracy przejedziemy się na rowerach chociaż kawałek.Jeszcze nie dotarłam do domu a już po drodze dzieciaki z sąsiedztwa proszą  żeby wziąść rowery i jechać "gdzieś".A w domu moje dziecko już zapomniało,że mamy jechać bo jak zwykle znalazł jakąś grę na internecie a według niego to gra nie może czekać i naprawdę trudno zmusić go do wyłączenia komputera. Na szczęście dziewczyny już były gotowe i nie popuściły musiał się ubrać i zrobiliśmy krótką rundkę bo niestety wieczór coraz szybciej zapada.

środa, 27 lipca 2011

Ulewa

Od rana planowaliśmy dłuższą wycieczkę rowerową.Pogoda całkiem znośna niezbyt gorąco i raczej nie zanosiło się na deszcz to wybraliśmy trasę przez pola i las do miasteczka gdzie mieszka znajoma.Tylko kiedy ruszyliśmy kawałek od domu w oddali zaczęło się ściemniać,ale myśleliśmy że tylko straszy.Jedziemy sobie całą paczką a tu zaczyna pokropywać, z cukru nie jesteśmy i pewnie zaraz przejdzie.Tylko że nie przeszło jak lunęło to z taką pompą,że na nic się nie zdały kurtki z kapturami,trzeba było zawrócić i po przebierać się bo byliśmy mokrzy jak z kąpieli.Ale co robić znowu całe popołudnie?Nie pozostało nic innego jak tylko zapakować się do autka i zmienić rodzaj wycieczki i tak znaleźliśmy się u znajomej tylko zamiast spalenia zbędnych kalorii na rowerach nabraliśmy na siebie zajadając się słodyczami na poprawę humoru.A w wiadomościach podali,że jutro będzie pogodnie ha ha.

wtorek, 26 lipca 2011

dętki

No to się zdziwiłam w sklepie z akcesoriami rowerowymi w sprzedaży są tylko dętki importowane z Chin.Różnica jest tylko taka,że kosztują więcej i nauczona zakupem w markecie wzięłam rachunek i od razu zapytałam czy jak będzie uszkodzona to czy mi ją wymienią.Mina jaką obdarzył mnie pan sprzedawca była cokolwiek dziwna,ale od razu mu tłumaczę że nie mam ochoty robić składowiska w domu nieużytecznych dętek.Na szczęście w domu okazało się,że dętka jest w porządku więc jak się wypogodzi to po południu wyruszymy na przejażdżkę.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Przejażdżka

Wybraliśmy się na krótką przejażdżkę rowerową w przerwie między opadami deszczu.Niestety około kilometra od domu rower mojego synka wydał głuchy odgłos,co oznaczało że pękła dętka.Z przejażdżki nici ,ale za to mieliśmy spacer z wysiłkowym pchaniem rowerów.Proponowałam synowi,że popchnę jego rower a on niech jedzie na moim bo będzie mu lżej.Na to mi odpowiedział jego rower nawalił to sam będzie pchał.Małżonek się zdziwił czemu idziemy piechotą,no i jak zobaczył flakowate koło to musiał zająć się sprawą po męsku czyli najpierw wysłał mnie po nową dętkę.O tej porze czynny jest tylko market no to nabyłam dętkę ''made in china'' bo jakoś innego rodzaju nie było.Przy marnej kwocie 10 zł.kwitek wylądował w koszu.Przywiozłam nabytek do domu małżonek próbuje napompować,a ta nieszczęsna dętka jest dziurawa.Jak się tu nie wkurzyć problem nie w pieniądzach,tylko w tym że takich bubli na rynku jest mnóstwo.I właściwie jak przeliczyć ilu klientów zakupi różne tandetne przedmioty,które po przyjściu do domu i rozpakowaniu lądują w koszu jak wcześniej kwitki za te zakupy to się okazuje że to są już konkretne kwoty.Klient się wkurza a gospodarka Chin rośnie w siłę.Nic jutro kupię drugą dętkę tym razem w sklepie rowerowym.

wtorek, 19 lipca 2011

Saneczki latem

Przeglądałam na internecie ciekawe miejsca gdzie można skoczyć na jednodniowy wypad,żeby zrobić trochę frajdy dzieciakowi.I na stoku na Czantorii świetnie widać tor saneczkowy,zawołałam mojego synka i pytam czy mu się podoba ,a on mi na to kiedy pojedziemy?Trochę trudno było nakłonić małżonka,który preferuje wypoczynek kanapowy,ale na argumenty że łatwiej mi się pojedzie jak będzie sprawdzał czy dobry kierunek zgodził się.Oczywiście na cały dzień to trzeba było zabrać też psiaka żeby się w domu nie nudził.Gdy dotarliśmy pod wyciąg tatuś stwierdził,że on to pójdzie poszukać miejsca nad wodą,a my żebyśmy sami wyjechali na szczyt i tam pospacerowali.Już z wyciągu świetnie widać tor saneczkowy i moje dziecko zaczęło pytać czy będzie mógł zjechać.Obiecałam,że sprawdzimy czy obsługa pozwoli mu samemu jechać,ostatnim razem jechał na takich saneczkach z wujkiem dwa lata temu,ale teraz jest już zbyt duży żeby jechać we dwoje.Pytam obsługującego tor czy dzieciak sam sobie poradzi,a on mu na to żeby siadał pokazał mu jak działa do przodu i jak hamować"poradzi sobie -ruszaj"I pojechał,a mnie ciarki ze strachu przechodziły jak widziałam z jaką prędkością zjeżdża.I kiedy dość chwilę nie podjeżdżał nikt do góry to już całkiem miałam dość.W czarnych myślach ukazywało mi się,że te saneczki z toru wypadły,albo coś równie strasznego.W regulaminie jasno napisali,że za wszystko odpowiada korzystający z saneczek.Kiedy w końcu zobaczyłam mojego dzieciaka jak wciąga się do góry z uśmiechem na twarzy to byłam strasznie z niego dumna,że tak dobrze sobie poradził.Kiedy spytałam czemu tak długo nie wciągali się na górę,to stwierdził że się zrobił korek i trzeba było czekać.A wogóle to super się jechało,ale następny raz pojedzie kiedy indziej.Czyli znowu musimy się gdzieś wybrać jak będę mieć dzień wolny.

piątek, 8 lipca 2011

Urlopy

Nadszedł niestety ten ostatni dzień kiedy była czynna świetlica. Wszyscy się cieszą,że będą mieli wolne.Tylko moje dziecko z tego powodu jest zasmucone i już pytał kiedy będą zajęcia.Postarałam się mu wytłumaczyć,że każdy chce mieć urlop w lecie,panie na świetlicy też."To dlaczego ty nie masz urlopu?"Właśnie dlaczego ,jak dziecku wytłumaczyć,że nie ma kto pracować i nie mogę dostać urlopu.Trochę to jest nie w porządku,ale u nas w zakładzie taka sytuacja powtarza się co roku.Najpierw w miesiącach zimowych i początkiem wiosny jest nas za dużo i nie ma gdzie nas zatrudnić,a potem przychodzą wakacje i problem w tym,że nie ma komu pracować.Mimo wielu lat które przepracowałam w moim zakładzie ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić.

wtorek, 5 lipca 2011

Wejścia

Od samego początku kiedy zaczęłam pisać bloga na bieżąco informowałam o tym mojego synka.Czasem poprawiałam treść bo on uważał,że tak mam nie pisać,albo podpowiadał mi jakieś ciekawe wątki.Dzisiaj kiedy weszłam na bloga i zobaczyłam,że mieliśmy ponad trzysta odwiedzin w jeden dzień to oboje byliśmy pod wrażeniem i cieszy nas to,że tak wiele osób ma ochotę trochę poczytać o dzieciakach z problemami.Motywuje mnie to do tego żeby poruszyć więcej codziennych problemów z życia "sprawnych inaczej"

poniedziałek, 27 czerwca 2011

....

 Jedziemy z moim synem na zajęcia w świetlicy i jak to zwykle cały czas mój dzieciak zadaje pytania.Z reguły są to nieistotne rzeczy,ale dziś spytał mnie czy daleko są Hawaje?Zaintrygowało mnie to więc spytałam ,o co chodzi?No Hawaje tam gdzie można pływać koło hotelu.No to mówię że daleko,a czy długo trzeba jechać?To mu mówię ,że tam to trzeba lecieć samolotem i to bardzo długo.Na to on mi mówi :bo wiesz mamo ja to chcę jechać na wakacje na Hawaje bo tam jest bardzo fajnie. Mówię mu,że na taką wyprawę potrzeba dużo pieniędzy,a niestety my tyle nie mamy trochę go to zasmuciło ,ale stwierdził,że zacznie odkładać do skarbonki i jak nazbiera to napewno pojedziemy na Hawaje.Super jest mieć marzenia nawet takie bardzo nierealne.A czemu nierealne? Bo żyjemy w pięknym kraju gdzie pracując uczciwie możemy tylko marzyć o dalekich podróżach i szczęście,że mamy telewizję to możemy zobaczyć na ekranie piękne zakątki na wszystkich kontynentach.Szkoda tylko ,że w lazurowej wodzie na ekranie nie da się popluskać.

środa, 22 czerwca 2011

Wakacje

Zaczęły się wakacje i wieczny problem jak doczekać do urlopu.Moje dziecko na razie ma jeszcze zorganizowany czas wolny ale tylko do dziesiątego lipca ,a co potem nie mam koncepcji przydałoby się wyjechać choć na parę dni,zmienić klimat no niestety dzieci opóźnione  umysłowo muszą wyjedżać na zorganizowane kolonie czy też obozy  tylko z opiekunem ,a skąd wziąść ten nieszczęsny urlop jak nie ma kto pracować.Ze starszymi zdrowymi dziećmi nie miałam takiego problemu.Okazuje się jak zwykle,że pieniądze to nie wszystko potrzebne jest jeszcze wolne.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Dni miasta

Od jakiegoś czsu popularne są obchody dni miasta.Można wtedy z rodzinką iść na plac posłuchać pod chmurką jakiegoś zespołu muzycznego,spotkać znajomych,spróbować specjałów typu kiełbaski z grilla czy też szaszłyki,wypić zimne piwko .Dzieciaki szalały pod sceną przy popularnych piosenkach,a i co odważniejsi dorośli też ruszyli do tańca.I wszystko byłoby super gdyby organizatorzy zadbali o odpowiednią ilość koszy na odpadki ,których przy takich imprezach niestety jest ogromna ilość.Ponadto kiedy wszędzie straszą bakteriami i radzą myć ręce przed każdym posłkiem u nas nikt nie zadbał o to żeby można było to zrobić.Tylko tak myślę po co narzekać skoro wszyscy się dobrze bawili i nikt się nie pochorował,a może to my jesteśmy odporniejsi na ataki wszelkich paskudztw?I tylko ten niesmak kiedy po imprezie widać sterty walających się śmieci i utrzymujący się przez kilka dni specyficzny zapach.No cóż za rok znów impreza ,śmieci uprzątnięte trawnik zdąży zarosnąć i będzie fajnie.

piątek, 17 czerwca 2011

.....

Wycieczka po Krainie Sandomierskiej była organizowana przez fundację Brata Alberta a wspominam o tym dlatego ,że uczestnikami były osoby w różnym stopniu upośledzone umysłowo wraz z opiekunami.Można by pomyśleć ,że ludzie upośledzeni nie bardzo wiedzą co się wokół dzieje .To prawda ,że żyją we własnym dla nas niedostępnym świecie,ale podczas tego wyjazdu widziałam jak bardzo uważnie słuchają przewodników wycieczek ,jak potrafią spokojnie czekać na swoją kolej w oglądaniu eksponatów, nie było żadnego przepychania każdy cierpliwie czekał, a mam porównanie z zachowaniem zdrowych dzieciaków uczestniczących w innych wycieczkach organizowanych przeważnie przez szkoły.Kiedy dotarliśmy do hotelu na nocleg to też niestety można było porównać zachowanie gdyż były tam trzy zorganizowane grupy.Uczestnikom naszej wycieczki organizator tylko raz powiedział,że cisza nocna obowiązuje od godz.22,00 i nie było żadnych dyskusji nadeszła pora to w pokojach wyraźnie ucichło ,a zdrowe dzieciaki piętro wyżej prawie do północy goniły po korytarzu i przekrzykiwały się,odniosłam wrażenie ,że opiekunowie wogóle nie zwracali uwagi na niestosowne zachowanie swoich podopiecznych.

środa, 15 czerwca 2011

Po Krainie Sandomierskiej

Byliśmy na wycieczce po ziemi sandomierskiej zobaczyliśmy piękne uliczki w Sandomierzu pełne zieleni i ciekawą trasę podziemną opisującą dzieje miasta.Na terenie Zespołu Pałacowego w Kurozwękach było duże stado bizonów,a zwierzęta te robią wrażenie ,ale mojemu synowi bardziej do gustu przypadła ciekawego kształtu huba nadrzewna.A w  muzeum porcelany w Ćmielowie można zobaczyć porcelanowe cudeńka,a według opinii  mojego syna posiedzieć na takiej ławce to jest coś,choć wygląda raczej na niezbyt wygodną.Wspomnienia i zdjęcia mamy piękne i chętnie znowu tam byśmy się wybrali gdyby było troszkę bliżej.

piątek, 10 czerwca 2011

Rower

Piękna pogoda zachęca do przejażdżek rowerowych.Nie wiem jak to jest na terenie innych miasteczek ,ale u nas szlaki rowerowe często pokrywają się z drogami publicznymi.Mój syn coraz bardziej chce być samodzielny i wyrywa się do przodu bo ma wówczas poczucie ,że jedzie na rowerze sam.Niestety wczoraj niewiele brakowało do nieszczęścia ,jak nietrudno się domyśleć drogi są w fatalnym stanie dziur w asfalcie to tyle ,że trzeba poruszać się slalomem,a że było po deszczu to tym bardziej trzeba uważać.I właśnie kiedy mój dzieciak omijał kałużę z naprzeciwka nadjechał samochód,dzieciak zeskoczył z roweru a auto ominęło go niewielkim łukiem.Widziałam to z odległości paru metrów i wystraszyła mnie ta sytuacja ,dziecku nic się stało bo pochlapane spodnie się wypierze ,a mój syn tylko spytał czy widziałam jak uniknął samochodu.Niestety często kierowcy nie zastanawiają się nad tym ,że na mało używanych ulicach  porusza się wielu rowerzystów ,których reakcje są nieprzewidywalne, często są to dzieci czy też osoby w podeszłym wieku.A kiedy widzą zbliżający się z dużą prędkością nie są w stanie nic zrobić i o nieszczęście nietrudno.

wtorek, 7 czerwca 2011

Zarabianie

Czy nie drażnią was reklamowane możliwości wysokich zarobków przez internet.Z reguły opisane są sytuacje kiedy ktoś zupełnie bez możliwości zatrudnienia dostaje propozycję zarobku przez domowy system zarabiania,bo wynalazca tego systemu chciał podzielić się swoją tajemną wiedzą.I możemy pooglądać zadowolonych użytkowników którzy już też dobrze zarabiają nic nie robiąc.Prawda ,że fajnie, tylko szkoda że teraz wynalazca oferuje zakup "ostatnich" sztuk poradnika na różnych stronach internetowych.Nie są to zbyt wielkie koszty zakupu ,ale te wielkie sumy z zarobku w internecie ma tylko sprzedawca bo co tu ukrywać każdy chciałby zarabiać ,ale nia każdy wie że wszystkie te informacje z tego poradnika są za darmo w internecie- tylko bez bzdurnego zapewnienia o możliwości zarobku tych "wielkich" pieniędzy.Próbowałam umieścić komentarz wśród tych super zarabiających,ale zawsze dziwnym trafem coś go odrzuca.Na moim blogu może niewiele osób o tym się dowie ---ale lepiej się poczułam mogąc to opublikować.

sobota, 4 czerwca 2011

Wieczór marzeń

Skorzystaliśmy z możliwości wyjazdu na wieczór marzeń do Chorzowskiego ZOO. Było naprawdę świetnie ,wiele konkursów ,gier, pokazy strażackie i policyjne.Naprawdę jestem pod wrażeniem ,że są ludzie którym leży na sercu to żeby sprawić wiele radości dzieciakom.Mój  syn zaskoczył mnie tym ,że w doskonały  sposób radzi sobie z grami zręcznościowymi:podbijanie piłki do ping-ponga, rzuty piłką do kosza,a nawet skakanie na skakance.Możliwe ,że do działnia skusiły go możiwości wygrania nagród,ale przecież liczy się to że uczestniczył w zabawie.Bardzo podobało mu się to że razem ze strażakami wyjechał w koszu na drabinie na wysokość kilkunastu metrów,na co ja się nie odważyłam .Szkoda tylko, że większość zwierzaków był pozamykanych,bo jednak w ZOO chciałoby się zobaczyć z bliska dzikie zwierzęta.Namiastką dzikości był wąż któego na rękach nosiła opiekunka,a my mogliśmy sprawdzić,że nie jest ani oślizgły ani zimny i dumny paw spacerujący alejkami.

niedziela, 22 maja 2011


A po mszy udaliśmy się na lotnisko aeroklubu i zaczęła się zabawa dzieciakom bardzo podobały się pokazy w wykonaniu komandosów.Mogli też z bliska zobaczyć wozy bojowe,czołg,samoloty oraz skoki na spadochronach.Mój syn bardzo przeżywał ,że mógł potrzymać prawdziwy karabin.To był dzień pełen wrażeń,tylko trudno wytłumaczyć naszym chłopakom,że oni nie będą takimi żołnierzami chociaż bardzo tego chcą.

Pielgrzymka

19 maja odbyła się dziewięnasta pielgrzymka fundacji im. Brata Alberta.W tym roku spotkanie było w Gliwicach.Na początek była msza w Sanktuarium Matki Boskiej Kochawińskiej.W podziękowaniu warsztaty i świetlice terapeutyczne składały dary wykonane przez podopiecznych

sobota, 14 maja 2011

U lekarza

Mieliśmy wyznaczoną wizytę u neurologa,a odbywa się to u nas w ten sposób,że najpierw trzeba się zarejestrować a potem czekać cierpliwie na swoją kolejkę ,której trzeba pilnować. W praktyce wygląda to tak ,że siedzi się w poczekalni około dwie godziny niezależnie od wieku dziecka czy też schorzenia na jakie się leczy. Kiedy przed nami były jeszcze dwie osoby przyszła młoda mama z kilkumiesięcznym dzieckiem i swoimi rodzicami do pomocy.Zapytała czy może wejść spytać lekarza czy przyjmie jej dziecko-u nas trzeba ustalać terminy wizyt.Po wyjściu z gabinetu w niezbyt kulturalny sposób zaczęła się wyrażać na temat inteligencji doktora ,który jej powiedział żeby zaczekała na koniec kolejki. Wszystko to działo się w obecności dzieci,które jak wiadomo nie zawsze umieją rozróżnić co jest dla ich wiadomości,a co nie,a ponadto w poczekalni byli też inni rodzice również z niemowlakami i czekali na swoją kolej.Młoda kobieta zostawiwszy niemowlaka babci wyszła gdzieś i za chwilę wróciła i zaczęła narzekać,że ona z dzieckiem nie może czekać i żeby ją przepuścić bez kolejki.Trudno przejść obojętnie wobec takiej bezczelności przepuściliśmy ją i mam nadziejęże nie będę jej więcej spotykać w żadnej kolejce.Dziwi mnie też reakcja jej mamy,która nie zwróciła jej uwagi,że zachowuje się niestosownie,a może wychowała ją w przekonaniu ,że jest pępkiem świata i wszyscy mają się do niej dostosować?

niedziela, 8 maja 2011

Basen

Tak się jakoś złożyło ,że od kilku tygodni nie byliśmy na basenie.No to żeby rozruszać mojego synka wybrałam się z nim ,aby się trochę popluskać.Już na samym wejściu spotkała mnie niemiła niespodzianka.Z powodu niepełnosprawności mojemu dziecku jest potrzebna pomoc,więc korzystamy z szatni dla niepełnosprawnych.Do tej pory jako opiekun nie płaciłam za bilet ,a przy kasie dowiedziałam się,że od pierwszego kwietnia opiekun płaci cały bilet.Trochę mnie to zaskoczyło,ale przecież z tego powodu nie zrezygnuję z tej frajdy jaką dziecku sprawia zabawa w basenie.Zastanawia mnie to czy ktoś myśli,że opiekun osoby niepełnosprawnej to jakiś naciągacz czy jak, bo przecież ja muszę cały czas go pilnować a nie korzystam dla własnej przyjemności.Na obiekcie nie ma dodatkowych ratowników,którzy zajęliby się tylko moim dzieckiem,więc moja obecność jest niezbędna.A tak przy okazji zmiana przepisów odnośnie opłat w prima aprilis to trochę niewyszukany żart,który niestety część pokrzywdzonych przez los ludzi oddala od normalności,nie każdego opiekuna stać na dodatkowy wydatek. Po raz kolejny można się przekonać jakimi ulgami  cieszą się niepełnosprawni.

środa, 4 maja 2011

Gry

Moje dziecko wczoraj przy okropnie brzydkiej pogodzie upierało się ,że musi iść do cioci zainstalować grę na komputerze.Ja oczywiście cały czas usilnie tłumaczyłam  mu ,że jak ciocia będzie chciała żeby przyszedł to da znać i nie dałam się namówić na spacer do ciotki.Właściwie to byłam przekonana ,że mój synek zmyśla tylko po to żeby wyjść z domu.A tu dzisiaj rano zostałam wypytana dlaczego mój dzieciak nie przyszedł zainstalować gierki skoro obiecał i że przecierz mogliśy razem iść spacerkiem do ciotki bo czekała.No cóż stanęło na tym, że dziś pójdziemy razem,a ja będę bardziej wierzyć w to co moje dziecko mówi bo nie zawsze fantazjuje.

piątek, 29 kwietnia 2011

Dni wolne

Jak zauważyłam ostatnio mój dzieciak w szkole najbardziej lubi dni wolne od zajęć Nie mam pojęcia czym to jest spowodowane może przemęczenie ,a może to że pogoda coraz bardziej zachęca do pobytu na podwórku.Na przykład dzisiaj rano wyszedł z łóżka dopiero po zapewnieniu ,że jutro jest już wolne i na pewno nie będzie musiał wcześnie wstawać .Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to ,że kiedy ma dzień wolny to już po szóstej jest na nogach i przegląda bajki w telewizji(,a swoją drogą co myśmy jako dzieci robili kiedy bajka w telewizji był tylko jedna na dobranoc).A potem mój synek koło popołudnia jest tak zmęczony ,że usypia i wtedy nie ma mowy żeby czymś go zająć.Jak sobie dobrze podrzemie to pod wieczór kiedy pasowałby się przygotowywać  do spania on ma różne dziwne pomysly na to co by tu robić,a to iść do kogoś ,albo to sklepu .Czasem głowa puchnie od tłumaczenia ,że to nie jest pora na takie rzeczy.Czy kiedyś mu się odmieni ?Na razie nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Dorośli ?

Cały czas myślałam ,że dziecko które jest dorosłe ma prawo i obowiąek życia własnym życiem ,niestety na przykładzie moich dorosłych już dzieci widzę ,że nie wszystko idzie tak jak powinno.Oni chcieliby żeby wszystko toczyło się według ich dziwnych zasad,których ja nie rozumię i nie uznaję.Kiedy jest wszystko w porządku i bez problemów to są zadowoleni z życia,ale kiedy pojawia się problem to zamiast go wspólnie rozwiązać to od razu się rozchodzą  i myślą przy tym ,że wszystko samo się załatwi.W takich chwilach jestem niemalże zadowolona ,że moja najmłodsza latorośl pozostanie wiecznym dzieckiem i przynajmniej niektóre problemy w przyszłości mnie ominą.

sobota, 23 kwietnia 2011

Święta

Jak co roku całą grupką poszliśmy do kościoła ze święconką.Pogoda wyjątkowo dopisała i chociaż mieliśmy do przejścia sporą drogę to był to przyjemny spacer.A w kościele mój syn jak zwykle najpierw pobiegł do grobu Pana Jezusa bo stwierdził, że po święceniu będzie za dużo ludzi w kolejce i on nie ma czasu czekaća. Przed kościołem jak to zwykle bywa siedział starsza pani i prosiła o wsparcie,jakoś nie było zbyt wielu chętnych do dzielenia się  to i pudełko na pieniądze miała prawie puste i wtedy moje dziecko prosi mnie o pieniążka  bo on już nie chce nic ze straganów ustawionych przed kościołem a pieniądze da tej pani. Zrobiło mi się trochę wstyd, że ja o tym nie pomyślałam.Wszystkim którzy czytają życzę radosnych i pogodnych świąt. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

......

Jak to jest,że kiedy jest dzień wolny to mój dzieciak wstaje około szóstej rano i jest rześki jak skowronek,a kiedy trzeba wstać do szkoły to istny horror.Dzisiaj znowu to samo budzę go a on mi odpowiada"zaraz wstaję ,jeszcze chwilę "i tak mógłby dyskutować bez końca. A bus nie poczeka trzeba być na czas, przez to że się guzdrze ze wstawaniem to potem wszystko musi robić w pośpiechu i zaczyna się denerwować. No a potem widać skutki pośpiechu dzisiaj ubrał spodnie tył do przodu ,a że chodzi w dresie to zauważyłam to dopiero gdy wsiadał do busa.Nie było możliwości żeby go przebrać to mówię mu żeby zrobił to w szkole. I co? Przyjeżdża ze szkoły a spodnie tak jak rano poprostu nie przeszkadzało mu ,że kieszenie miał odwrotnie.A dzięki temu chyba pierwszy raz nie trzymał cały czas rąk w kieszeniach

sobota, 16 kwietnia 2011

Wiosna



Nareszcie ciepło można popracować w ogródku  nacieszyć oczy kwitnącymi roślinami i zrelaksować się chociaż trochę.Niestety mó synek jest dzisiaj na nie. Jedyne co zrobił to przyprowadził rower  żeby dopompować opony i na tym się skończyło.Niestety o tym żeby pojeździł trochę jak narazie nie ma mowy.No ale trochę poczekam dni będą coraz ładniejsze i cieplejsze to może skuszę go wyprawą na lody.

czwartek, 14 kwietnia 2011

......

Wczoraj ze szkoły dzieciaki były na wycieczce w Radzionkowie.Mój syn był zafascynowany tym, że zobaczyli jak kiedyś i jak dziś piecze się chleb. Mało tego sami upiekli a potem jedli chleb ,który był ponoć wspaniały.To był już któryś wyjazd w czasie trwania tego roku szkolnego.Czasem myślę ,że gdybym wcześniej przeniosła go do tej szkoły to może byłoby lepiej.No ale o wszystkim się trzeba na własnej skórze przekonać,choć w zwykłej podstawówce moje dziecko też dobrze się czuło to niejednokrotnie dawało  się odczuć ,że integracja jest tak jakby trochę "przereklamowana" jak wycieczki to raczej bez naszych chłopaków,bo w klasie był ich dwóch, zawody sportowe to raczej jako widownia, chociaż żeby było sprawiedliwie to klasy od pierwszej do trzeciej nie były takie złe ale to była zasługa świetnych nauczycielek z tych czasów,które naprawdę starały się o nasze dzieci.Za to im serdecznie dziękuję.

środa, 13 kwietnia 2011

......

Ponad rok temu mój syn dostał  pieska.Próbowaliśmy nakłonić go żeby wychodził z psem na spacery i miał więcej ruchu.Niestety stanęło na tym że na spacerki trzy razy dziennie chodzę ja .Ale wczoraj po pracy naprawdę nie miałam czasu i wtedy po raz pierwszy moje dziecko poszło na spacer z własnej inicjatywy ,po prawdzie miał w tym cel, bo koniecznie chciał jechać ze mną do sklepu.No ale może to jest przełom w jego zachowaniu i będzie małymi kroczkami szedł w stronę samodzielności.?

sobota, 9 kwietnia 2011

.......

We wrześniu mój syn poszedł do gimnazjum w innym mieście,gdyż jego poziom intelektualny nie pozwalał na kontynuację nauki w szkole integracyjnej.I wtedy zaczęły się schody. Wcześniej na terenie naszej gminy był zorganizowany dowóz dzieciaków niepełnosprawnych do szkoły, czyli wszystko było w porządku.Niestety do gimnazjum poza terenem naszej gminy trzeba było dowozić dzieci samemu. Jak to potrafi utrudnić życie zrozumie tylko ten kto się z tym musi zmierzyć.Dochodzi wtedy do sytuacji kiedy albo dzieciak pójdzie do szkoły i trzeba brać wolne w pracy,albo może będziemy trzymać go w domu.I taka sytuacja powtarzała się już od lat.Jako że nie lubię kiedy ktoś usilnie  utrudnia mi życie zaczęłam   starania o zorganizowanie dowozu dzieci do szkoły przez gminę Inni rodzice nie wierzyli w powodzenie ,bo jak mówili cały trud pójdzie na marne jak zwykle. Ale udało się od poniedzałku mamy zorganizowany przewóz ,pan burmistrz naszego miasteczka  dotrzymał danego słowa  .Naprawdę trzeba mu podziękować!!!!!!

środa, 6 kwietnia 2011

Uczciwo��

Obejrza�am dzi� kolejny ju� program interwencyjny m�wi�cy o tym jak zdrowy i �wiadomy tego co robi cz�owiek potrafi oszuka� drugiego cz�owieka .Jak pomy�l� �e kiedy� m�j syn b�dzie musia� radzi� sobie w tym bezwzgl�dnym �wiecie......Chcia�bym doczeka� czas�w kiedy norm� by�aby bezinteresowna dobro� ,uczciwo��pomoc s�abszym i niezaradnym �yciowo.A nie tak jak teraz du�o rozm�w ,a ma�o konkretnych dzia�a� .

wtorek, 5 kwietnia 2011

Smutek

Żegnaliśmy dziś niezbyt lubianą sąsiadkę.Ponieważ było to wczesnym popołudniem musiałm wziąść syna ze sobą.Już wcześniej prosiłam go, żeby się grzecznie zachowywał gdyż czasem ma różne pomysły i lubi zwracać na siebie uwagę otoczenia. Przez cały czas udało mu się i obyło się bez jakiś sensacji,ale po zakończeniu pogrzebu kiedy widział ,że ludzie zaczynają się rozchodzić odszedł trochę na bok i zaczął płakać, kiedy zapytałm go dlaczego ,odpowiedzał mi z takim żalem ,że" na pogrzebie trzeba popłakać , a nikt nie płacze".Faktycznie każdy tylko obserwował kto przyszedł ,jakie kwiaty przyniósł  ludzie rozglądali się wokół i chyba tylko mojemu dziecku było żal ,że ktoś odchodzi na zawsze.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pogoda

Dzisiaj rano budzę mojego dzieciaka do szkoły,a on mnie pyta po co. Lepiej siedzieć w domu albo pójdzie ze mną do ogródka ,pomoże mi, a szkoła może poczekać .Jakoś udał mi się go przekonać przecież wolne już za pięć dni.A swoją drogą czy ktoś ma dobry i skuteczny sposób na pozbycie się kreta z ogrodu bo po zimie to u mnie trawnik wygląda księżycowo same kratery i dziury.

sobota, 2 kwietnia 2011

Sprzątanie

Zastanawiam się nie raz jak to jest możliwe ,że chwilę  po tym jak posprzątam pokój mojego syna ,znów panuje tam okropny bałagan. Wygląda to tak jakby miał on jakiś przymus rozrzucania swoich rzeczy i różnych szpargałów.Wszędzie leżą ubrania, bajki ,gry i różne drobiazgi.Oczywiście wszystkie są potrzebne ,a żadna najdrobniejsza karteczka nie może być wyrzucona.A może ktoś zna dobrą metodę na to jak utrzymać porządek w pokoju takiego nastolatka?

czwartek, 31 marca 2011

Zdjęcia

Jak to jest możliwe ,że dzieciak który nie wie ile to jest dwa dodać dwa poradzi sobie z zabezpieczeniem zdjęć w aparacie fotograficznym. Mój syn właśnie wykasował całą zabezpieczoną kartę pamięci . Niesamowicie mnie to zdenerwowało, bo nie przypuszczałam ,że jest do tego zdolny.Okazuje się , że zawsze trzeba myślami wybiegać do przodu  i starać  się przewidywać rzeczy które się mogą wydarzyć.Cóż opieka nad takim dzieckiem jest dość uciążliwa i wiecznie czymś zaskakująca

wtorek, 29 marca 2011

Uparciuch

Skąd u mojego syna tyle energii kiedy okazuje złość?Są takie chwile kiedy kończy się cierpliwość,a mimo to trzeba spokojnie przeczekać. Nie da nic prośba ani tłumaczenie zupełnie jakby grochem o ścianę rzucać.Jak był młodszy nie było to tak uciążliwe ,ale teraz coraz trudniej to znosić.Kiedy jesteśmy poza domem to ludziom wydaje się ,że on jest poprostu rozpuszczony i nie umie się zachować. Przykre to. Może przeczyta to i odezwie się ktoś kto ma podobny problem ,chętnie porozmawiam.

poniedziałek, 28 marca 2011

Komputer

Jak to się czasem zdarza zepsuło mi się łącze  z internetem i dwa dni byłam odcięta .Dla mojego syna było to niemalże jak koniec świata. Stwierdził że nie ma co robić,trzeba niemalż strasznie się nudził zupełnie jakby bez internetu nie można było funkcjonować .Dziwne to trochę bo cała jego energia na komputerze jest zużywana na gry i ciągłe słuchanie"ICH TROJE"- do znudzenia.No to jak się udało połączyć zaczęła się awantura ,żeby cokolwiek napisać trzeba niemalże siłą przejąć klawiaturę.A i tak uparcie stoi nademną  i poprostu przeszkadza ,jak zwykle.

czwartek, 24 marca 2011

Co założyć ?

Czy ktoś się kiedyś zastanawiał dlaczego duża część wiecznych dzieci jest "mocno przy kości".I nie jest to kwestia złego żywienia tylko raczej sposobu życia i niektóych leków.W dobie komputera i innych zajmujących czas urządzeń które obsługujemy na siedząco ,trzeba dużo samozaparcia ,żeby wyciągnąć  dzieciaka na spacer czy też przejażdżkę rowerową .Zdrowy wie że należy się dużo ruszać ,ale dzieciaki z problemami idą w zaparte nie,bo nie,aż szkoda że tego uporu nie można jakoś wykorzystać.No cóż właśnie w związku z nadmierną tuszą jest wieczny problem w co ubrać niewysokigo grubaska.Dlaczego w naszych sklepach jest mnóstwo fajnych bluz i spodni dla szczupłch nastolatków , a dla otyłch znalezienie czegoś fajnego graniczy z cudem.Wsumie w bluzie można rękawy podwinąć,ale spodnie to koszmar.Jak dobre wpasie ,to ten pas wychdzi pod pachami,a nogawki szkoda gadać.A tak chciałoby się wejść do sklepu przymierzyć i wyjść z zakupami jak na miarę.

wtorek, 22 marca 2011

Skuter

Wracaliśmy dzisiaj ze szkoły,a musimy parę kilometrów przejechać leśną trasą. Pogoda dopisała więc jak to wiosną na drogach pojawili się amatorzy dwóch kółek ,na dodatek dość szybkich kółek. Mojemu synkowi aż się oczy rozbłysły i całą drogą opowiadał mi jak to będzie fajnie kiedy siądzie na skuter i pojedzie daleko z kolegą.Trudno mi wytłumaczyć mu ,że skuterem nie będzie nigdy mógł sam jeździć.Jak dotrzeć do niego ,a nie zrazić do wypowiadania swoich marzeń na głos.Wiem,że teraz jak zobaczy skuter czy też motor to będzie pytał kiedy pozwolę mu pojeździć?Jak odpowiedzieć ?Kłamać ,że kiedyś ,że napewno tak będzie czy może udawać że się nie rozumie o co chodzi.

poniedziałek, 21 marca 2011

Moje wieczne dziecko

Mój syn skończył niedawno 16 lat. Można powiedzieć jest już dużym chłopcem ,ale to ciąle  dziecko ,któe nigdy nie będzie dorosłe.Jest opóźniony umysłowo tylko i aż . Trudno nie ma co się użalać .Chciałabym ,aby mógł wieść spokojne i w miarę normalne życie,czy to mu się uda?